wtorek, 5 lutego 2008

tryptyk

I
jutro wyprowadzamy kuchenny stół do garażu.
rozstania nie są łatwe

po wyszczerbionym blacie przetacza się zapach
pomarańczy na wzór których dzieliłam zalegające
w płucach obrazy składane na cztery,
ciężar drewnianych korali smakujących nasze szyje,
opakowanie po herbatnikach rozdarte
w pół słowa jak plany pięcioletnie

zapadnie ostatnia klamka rozdzieli
przestrzeń na osobne płaty scenografii
z nowymi rolami i inną wizją kuchni

odpowiada ci przeciąg. hoduję go stopą
uparcie wciskając ją między drzwi, które
dawno podzieliły rzekę. drugi raz do niej

nie wejdziemy.


II
rozstania nie są łatwe.
stół od wczoraj mieszka w garażu, oswaja
kurz. rozebraliśmy go na detale, nazwy,
zakręty. straszył ciszą i pajęczynami - tak szybko
uciekły w kąty kiepscy tłumacze

pożegnań. bo ile mogą niebieskie pocztówki? donoszą, że
na zachodzie wciąż te same reguły. Avenue de Lovendal pachnie
deszczem, siwą wieżą Eifflela, osieroconymi kasztanami dryfującymi
przy krawędziach chodników.

trzeci rok z gracją przymierzasz miasto. sprawdzasz,
czy do twarzy ci z przystankiem metra, krzywą zielenią,
zagubionymi turystami. wcinasz się w ich płynność, wtłaczasz głos
w morze szmerów i zakłóceń. rozdzielają nas

szyby. za nimi ubierasz horyzont
w obce dźwięki, które dawno zapuściły
korzenie w twoim słowniku. bo co dziś
dla ciebie znaczą proste słowa:
gitara, kuchnia, ławka?


III

ostatni moment, by zebrać odciski
z wypłowiałych ubrań, zachować
zlepek rozmów zapadających
w kałuże zeszłorocznego lipca.

kompas, przyswojenie drogi powrotnej.
tam herbata podtrzymuje ciepło,
krawędzie strun wspominają połamane paznokcie
i udawanie, że potrafimy dzielić się

powietrzem. powyżej tysiąca kilometrów
rozrzedzone wspomnienia mnożą się
na włókna i tkanki. mogę je zważyć
i zmierzyć, zbadać
każdy poziom emocji.


zespolenie nastąpi latem. znów
będziemy jak stół zameldowany w garażu,
oswobodzony ze splotów, pogryziony zębem czasu.
nie poskładam go w żaden album, miraż, obiecującą
przyszłość. rozgościły się w nim korniki.

i on sam, dawno wyszedł z formy trzaskając drzwiami.

Brak komentarzy: