z roku na rok szybciej. kruszy się zima
i dłonie marzną bardziej konwencjonalnie:
zalążek chłodu rozwarstwia płaty skóry,
wgryza się, szczypie. jak pierwsza biel
wtłoczona pod powieki. a przecież, dopiero
byliśmy
w jesieni, jak w niemym filmie. rozregulowane
niebo wyświetlało deszcze tworząc enklawy
milczenia. parasole oswajały dłonie
spychając nadzieję w głąb rękawa - pod splotem
słonecznym dzieliła wątpliwości na pół.
bo przecież istnieje
dowód. zagięta kartka z wyblakłym świtem sprzed lat
- świadek rozsypanych słów, pokątnie
zgarniętych dębowymi patykami. wetknięta
w encyklopedię czeka
na ostatnie objawy
dorosłości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
ładny jest bardzo ten pierwszy wers. pojemny, obrazowy,m zawiera w sobie i poczucie zimy i upływ czasu :)
Prześlij komentarz