wtorek, 5 lutego 2008

z cyklu staroci i początków pisania

***
dwa końce, których nie sposób powiązać.

wszelkie próby grożą bessą. mówili o tym wczoraj,
więc pora na wstępne złożenie broni,
negocjacje, zapiski na murach.

i znów: cisza w niepewnych sytuacjach,
które są jak liny. stąpanie wróży ból;
rozchodzą się w splotach, ślady

na śniegu. pozostały przeciwne kierunki
i zdania. pociągi znaczą trop.

tak samo gasną żarówki.


***
wróciłam do starych przyzwyczajeń

nie, nie wystawiam na noc drewnianych dzwonków za okno
nie cukruję herbaty dwiema łyżeczkami
-nadal pijemy gorzką

wieczorem nie zapalam żarówek
wolę badać anatomię księżyca
łykając dym chybotliwych płomieni świec
imitujących zapach kawy
-łatwiej wtedy bawić się w chowanego
koc najlepszą kryjówką


lubię te rytuały.
i świadomość, że znów przyzwyczaiłam się
do Ciebie. obok.


***
obojętniejesz do wewnątrz od kiedy przestałeś czytać
sny Ci się buntują, bo zielone tabletki
ale ja mam przestrzeń

wychodzisz frontowym oknem piąty raz od wczoraj.
drzwi się znudziły nie ten kolor kształt
faktura jak odciski dwutlenku węgla na moim
talerzu. przekrzyw mi horyzont, bo już mi się zdajesz


kupisz mi ładną doniczkę
pustą. bo oszczędzamy jak wszyscy
nawet na sobie

Brak komentarzy: