ostatnie drganie słońca. impresja
fioletu zamyka nas w wydartych
kartkach kalendarza. mamy wreszcie
coś wspólnego, jak autobus. przypadkowa
poczekalnia. uprowadza nas w zmierzch,
co jak milczenie zapada w niezręcznych
sytuacjach. na zaparowanych szybach
spierzchnięte palce rzeźbią widoki
na przyszłość. bo jutro jest takie dalekie.
nawarstwione plany odstają jak niedokończone
teksty. nakarmić kota, zebrać liście,
trzasnąć drzwiami ucinając obieg słów,
utknąć. pomiędzy chlebem a nożem. wrzątkiem
a solą.
i jeszcze mieć odwagę odłożyć coś na później,
bez gwarancji i paragonu. że będzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz