blada skóra chłonie strumienie zimna,
bo taką mnie urodziła.
przepowiednie sięgały głębiej: żylaki,
gęste włosy i cera mieszana. donośny śmiech
jako bonus, bo szczęście też potrzebne w pojęciach.
rozbierają je na części wtórne, szukają przebarwień, nadużywają
pochopnie. widzisz, mam czyste ręce i sumienie, którym
potrafię przyswoić jesień. jak gorzkie tabletki.
dotknąć ziemi, przytulić drzewo.
powiesz mi zaraz, to wszystko już było.
stawało się nieraz. więc czemu
nie potrafisz mnie zacząć od nowa?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz