czwartek, 17 stycznia 2008

jesienny

wycofuję z traw jesień. rozkład

wspomagany warunkami atmosferycznymi
i czasem, który wplatał naiwność w warkocze
zieleni. za plecami asfaltowa rzeka kipi impresją
dźwięków, przemijania. miesza się z powietrzem,
wstrząśnięte do połowy. dzieli biała linia,
bo milczenie musi wdać się w ranę,
zasklepić subtelnym szlifem.

upycham liście w koszu. schną.

Brak komentarzy: