wycofuję z traw jesień. rozkład
wspomagany warunkami atmosferycznymi
i czasem, który wplatał naiwność w warkocze
zieleni. za plecami asfaltowa rzeka kipi impresją
dźwięków, przemijania. miesza się z powietrzem,
wstrząśnięte do połowy. dzieli biała linia,
bo milczenie musi wdać się w ranę,
zasklepić subtelnym szlifem.
upycham liście w koszu. schną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz